Staliśmy na dworcu w Porto o szóstej rano, czekając na pierwszy pociąg do Lizbony. Było zimno, miasto jeszcze spało, a plecaki uginały się od map, przewodników i jednej butelki lokalnego wina, której nie zdążyliśmy wypić wieczorem. Rozmowa zeszła na temat pracy, pieniędzy i tego, kto z naszej uczelnianej paczki poradził sobie najlepiej po studiach. Marek – absolwent automatyki i robotyki, pracujący w Szwajcarii, zarabiał miesięcznie tyle, ile my średnio przez rok w podróży. Czy to kwestia kierunku? Szczęścia? Kontaktu? Dziś mamy dane, które pokazują prawdę. I ta prawda zaskakuje.
Jakie wykształcenie najbardziej się opłaca? Doświadczenia z podróży i nie tylko
Przez ostatnią dekadę miałem przyjemność prowadzić program doradczy dla młodych ludzi chcących łączyć pracę z podróżowaniem. Spotykałem absolwentów najróżniejszych kierunków — od medycyny po kulturoznawstwo, od informatyki po sinologię. Wspólny mianownik: chęć niezależności, elastyczności i oczywiście solidnych zarobków. Jednych życie rzuciło do Dubaju, innych do Berlina, jeszcze innych na przedmieścia Chiang Mai. Jednak rozmawiając z nimi, bardzo szybko można było zobaczyć coś, co z latami stało się wyraźne jak linia na mapie: kierunek studiów bardzo często determinuje Twoje realne możliwości finansowe. Ale niekoniecznie w taki sposób, jak sądzi większość ludzi.
Podczas jednej z wypraw w Gruzji spotkałem Karolinę – absolwentkę prawa. Mówiła pięć języków, pisała doktorat, ale w Polsce nie mogła przekroczyć progu 6 tys. zł miesięcznie po pięciu latach praktyki. Jej partner, programista bez tytułu magistra, pracował zdalnie dla firmy w Estonii, rozliczał się na B2B i miał miesięcznie ponad 20 tys. netto. Takie przypadki, choć początkowo brzmiały jak wyjątki, z czasem okazały się normą. Aż dotarłem do raportu, który postanowił dokładnie to sprawdzić.
Po jakich studiach zarabia się najwięcej – szokujący raport płac
Źródło danych: raport Sedlak & Sedlak 2024
W marcu 2024 roku firma Sedlak & Sedlak opublikowała raport „Zarobki absolwentów uczelni wyższych w Polsce”, który objął ponad 150 tys. osób urodzonych po 1990 roku, pracujących w Polsce i za granicą. To największe i najbardziej przekrojowe opracowanie dotyczące powiązania kierunku studiów z zarobkami w historii polskiej analityki HR.
Raport nie tylko pokazuje średnie i mediany wynagrodzeń, ale również różnice regionalne, zależność od formy zatrudnienia i – co najciekawsze – wpływ uczelni na poziom dochodów. Zaskakuje jeszcze bardziej, kiedy zestawi się oczekiwania społeczne z twardymi danymi.
Mity obalone danymi
Popularne przekonania mówią, że najlepiej zarabiają lekarze, prawnicy, ewentualnie architekci. To prawda – ale tylko częściowo. Dane pokazują, że największe dochody już od 3 roku po studiach osiągają:
1. Absolwenci informatyki, zwłaszcza o profilu sztucznej inteligencji i cyberbezpieczeństwa.
2. Inżynierowie związani z automatyką, elektroniką, robotyką – szczególnie ci pracujący dla firm zagranicznych.
3. Osoby po kierunkach związanych z finansami ilościowymi – np. matematyka finansowa, ekonometria.
4. Absolwenci politechnik, którzy ukończyli interdyscyplinarne studia typu mechatronika, inżynieria danych.
5. Zaskakująco wysoko wypadają absolwenci kierunków chemicznych i biotechnologii – ale tylko ci zatrudnieni za granicą.
Prawdziwą bombą okazał się fakt, że w pierwszej dziesiątce najlepiej zarabiających kierunków nie znalazło się prawo, medycyna, ani architektura. Ani razu.
Przepaść między kierunkami technicznymi a humanistycznymi
Studenci filozofii, socjologii, kulturoznawstwa, historii sztuki i innych kierunków humanistycznych notowali dochody średnio 2,5 razy niższe niż ich rówieśnicy po kierunkach technicznych – już na poziomie pierwszego zatrudnienia. Nawet po siedmiu latach pracy, różnice nie malały – w wielu przypadkach wręcz rosły przez brak możliwości awansu poziomego lub rozwoju specjalistycznego.
Osób po kierunkach humanistycznych nie oceniam jednak przez pryzmat pieniędzy – i sam znam wielu przeszczęśliwych podróżników po polonistyce czy etnologii. Ale trzeba uczciwie powiedzieć: finansowo, konkurują z dużo trudniejszą rzeczywistością.
Uczelnia ma znaczenie, ale nie takie, jak myślisz
Kolejna ciekawostka: nie sam kierunek, ale miejsce jego ukończenia często robi różnicę. Informatyk z AGH lub Politechniki Warszawskiej zarabia średnio o 38% więcej niż jego odpowiednik po uczelni prywatnej w tym samym mieście. Absolwent SGH, nawet w działach sprzedaży czy marketingu, osiąga wyższy pułap wynagrodzeń niż wielu ekonomistów po regionalnych wydziałach ekonomicznych.
Uczelnie takie jak Politechnika Wrocławska, Gdańska, UJ, PW, SGH, UW czy UMK w Toruniu – dają nie tylko solidne przygotowanie, ale i prestiż, który w sektorze korporacyjnym naprawdę działa. Czym bardziej specjalistyczny i międzynarodowy kierunek – tym większe szanse na dobry start.
Prawo, medycyna, psychologia – gdzie jest haczyk?
Teoretycznie to zawody gwarantujące prestiż i wysokie zarobki. W praktyce – opóźniony czas wejścia na rynek i gigantyczne nasycenie konkurencją. Po medycynie pierwsze poważne pieniądze pojawiają się najwcześniej w wieku 29–31 lat. Po psychologii konkurencja w sektorze publicznym jest dramatyczna, a sektor prywatny absorbuje głównie tych, którzy zainwestowali w kosztowne studia podyplomowe lub własne gabinety – a to często opłaca się dopiero po dekadzie.
Prawników jest znacznie więcej niż ofert. Korporacyjny sektor prawny opiera się niemal wyłącznie na aplikacjach i długoletnim doświadczeniu. Absolwent prawa bez aplikacji musi konkurować o etat z ludźmi z 10 lat doświadczenia – i często przegrywa.
A co z niszowymi, nowymi kierunkami?
Interesujące statystyki dotyczą także kierunków, które jeszcze kilka lat temu uznawano za egzotyczne. Dziś natomiast są trampoliną finansową:
– Analityka danych – średnia pensja w Polsce: 14 200 zł brutto
– Inżynieria odnawialnych źródeł energii – €4100 brutto miesięcznie (praca w UE)
– UX/UI & Human-Computer Interaction – 11 800 zł brutto
– Logistyka przemysłowa + Lean Six Sigma – szybki awans w korporacjach produkcyjnych
– Programowanie embedded i software dla automotive – popularność rośnie wraz z elektryfikacją transportu
Dane te nie są jeszcze powszechnie dostępne, bo kierunki te mają mniej absolwentów i krótszą historię, ale już dziś widać ich wpływ na rynek.
Wnioski i praktyczne rekomendacje
Mając dostęp do danych, wiedząc, jak wygląda rynek nie tylko w Europie, ale i w Azji czy Ameryce Południowej, mogę z przekonaniem powiedzieć: kierunek studiów ma ogromne znaczenie. Ale równie duże – miejsce ich ukończenia i dalszy rozwój kompetencji, w tym językowych i cyfrowych.
Najbardziej opłacalne są dziś ścieżki STEM (Science, Technology, Engineering, Mathematics). Jeżeli zależy Ci nie tylko na pracy, ale też wolności finansowej, możliwości pracy zdalnej lub mobilnej kariery – to jedyna sensowna droga. Humanistyka, nauki przyrodnicze, prawo, a nawet medycyna wymagają strategicznych wyborów i dodatkowego kapitału: czasu, pieniędzy lub rodziny w zawodzie.
Zamiast kierować się mitem o stabilności czy prestiżu, warto zadać pytanie: kto mnie zatrudni, za ile i gdzie?
Podsumowanie
Dane nie kłamią – naprawdę opłaca się dziś studiować kierunki techniczne, informatyczne i finansowo-analityczne na uczelniach o wysokim poziomie akademickim i dobrych powiązaniach z rynkiem biznesowym. Mity o zawodach z gwarantowaną pensją odeszły do lamusa. Chcesz dobrze zarabiać? Trzeba działać strategicznie – od samego początku.
Wybór kierunku studiów to nie deklaracja zainteresowań, ale decyzja inwestycyjna. I jak każda inwestycja – powinna być oparta na danych, nie emocjach.


0 komentarzy